O mamach, które chcą za bardzo…

Zapewne widziałyście zdjęcia apetycznie wyglądających ciast i tortów, z perfekcyjnie – gładko i równomiernie rozsmarowanym kremem, z misternie ułożonymi owocami w kreatywnych wzorach. Być może w tym samym momencie pomyślałyście o własnych wypiekach i ich prezencji, a może poczułyście ukłucie rozczarowania, ponieważ unoszący się po całym domu zapach ciasta, to nie do końca Wasza domena. Choć może byłoby miło.

Jednak w tym tekście nie będę Was Drogie Mamy namawiała do przekraczania siebie, by udowodnić, że jednak umiecie i potraficie. Nie będę również namawiała Was do fotografowania własnych tortów i ciast – nie zrobię tego sobie, ponieważ prawdopodobnie bym Wam pozazdrościła:)

Piszę ten krótki artykuł, by pokazać Wam, co wspólnego ma pięknie wyglądające ciasto z macierzyństwem. A mają wiele.

Cudowne, smakowite ciasta ze zdjęć są tym samym, czym macierzyństwo – na zdjęciach.

Na fotografiach wszystko wygląda bajecznie. Nie widać kuchni pełnej mąki, ani klejącej się podłogi. Nie widać ściereczki utytłanej czekoladą i blatu oblanego musem malinowym. Nie widać brudnych naczyń w zlewie. Nie widać też kucharza, który dzielnie walczy z masą, gdy ta nie chce trzymać się biszkoptu. Zobaczyć możemy jedynie efekt.

Czy w naszym macierzyństwie nie jest tak samo? Czy nie wysyłamy do rodziny naszych uśmiechniętych, zadowolonych zdjęć? Czy nie fotografujemy dzieci, gdy bawią się na placu zabaw, słodko piją z piersi, lub radośnie tulą braciszka? Czy wraz z wiekiem naszych dzieci, nie dzielimy się informacjami o ich sukcesach, skrycie ukrywając porażki? Na fotografiach nie ma naszych podkrążonych oczu, z powodu braku snu. Nie widzimy mamy, która nosi malucha na rękach szóstą godzinę, gdy kolka nie przechodzi. Zdjęcie nie odda napięcia jej ciała, ani tężejących mięśni twarzy od tłumionej złości, która ma tak wiele wspólnego z bezradnością. Na fotografii nie zobaczymy wymiany zdań z nastolatkiem, który tak bardzo nie wie, o co mu chodzi, że rodzicom z bezsilności para idzie i nosem i uszami.

Tego wszystkiego nie widać. Jednak, gdyby nie dziesiątki nieprzespanych nocy, setki rozmów, tysiące momentów tulenia emocji i wspierania dzieci – nie byłoby tych słodkich zdjęć.

I choć jest to oczywiste, znam mnóstwo mam, które ganią się, gdy ukoronowanie ich wysiłków nie może być perfekcyjną fotografią. A jeszcze trudniej jest im, gdy sam wysiłek nie wygląda idealnie. Bo jak można sobie nie radzić? Jak można się umordować i upocić? Jak można płakać, gdy wszystko idzie nie tak. Przecież innym mamom to się nie zdarza. Mamom z fejsbunia, insta-story mamom, czy mamom celebrytkom z figurą jak marzenie, ze szpilkami na stopach – nawet na placu zabaw i z eko jedzeniem w eko torbie, bo przecież nie można inaczej.

Tak rodzi się mama, która chce za bardzo.

To mama, która tak bardzo kocha swoje dziecko, że zapomina, że też jest ważna. Nie odmawia, zawsze jest na tak. Nie wolno przecież dopuścić, by dziecko poczuło złość. Złość jest taka brzydka i niefajna. Nie wiadomo, co z nią zrobić, gdyby się pojawiła. Już lepiej, żeby jej nie było. Przecież taka ładna pogoda, słonko świeci i ptaszki śpiewają.

Mama, która chce za bardzo nie może pozwolić sobie na 10 minut celebrowania kawy, ponieważ musi pędzić do dziecka, aktywnie spędzać z nim czas. Nie jest ważne, że maluch nie płacze, że nie woła, że nawet sam się bawi i jest zadowolony – mama musi się wykazać. Tak przecież postępują prawdziwe matki. Od razu widać, że są zaangażowane. Nie tak, jak sąsiadki, które pozwalają oglądać bajkę o śwince dwa razy dziennie. Jak można tak marnować potencjał dziecka. Przecież w tym wieku umysł malucha jest jak gąbka i ma ogromne znaczenie, czym będziemy nasze dziecko karmić.

Karmienie również jest tematem, w którym mamy mogą pokazać, na ile spełniają wymogi. Najważniejsze jest przecież, by dziecko jadło. Tak mówią wszystkie kobiety w rodzinie. Mama, teściowa, nawet babcia. Wszystkie podkreślają jak ważne jest prawidłowe odżywianie. Dopytują również z troską, dlaczego nasze dziecko jest blade i chude i znacząco kręcą głową, widząc kolekcję gotowych słoiczków. „Za naszych czasów robiło się zupki przecierane. Koniecznie z żółtkiem”

Mama, która chce za bardzo widzi w lustrze umordowaną postać i zastanawia się, czym jest tak bardzo zmęczona. Nie widzi, jak wiele wysiłku kosztowało ją ukojenie emocji własnego dziecka. Nie widzi tego, że jest na każde zawołanie swojej rodziny i że trudno jej zebrać własne myśli. Nie potrafi też docenić swojego wkładu w utrzymanie rodzinnej harmonii. Koncentruje się jedynie na „twardych danych”. Posiłki, porządek, spacer, odrobienie lekcji. Nie uwzględnia rozwiązywania konfliktów, motywowania, wspierania wszystkich członków rodziny. To przecież nic takiego.

A jednak to wszystko, co robi właśnie taka mama jest szalenie istotne. To dzięki jej działaniom, wieczorna fotografia rodziny jest bajecznie przytulna. I tylko mama jest coraz bardziej niewyraźna i przemęczona. Nie zdaje sobie bowiem sprawy również z tego, jak wielki wysiłek wykonuje jej ciało, by nie dopuścić do głosu, że ma dość. Taka mama nie daje sobie prawa do zmęczenia, frustracji, lub gniewu. A gdy już się nie udaje stłumić tych uczuć i nagle wszystko drażni i wszystko jest nie tak i pojawia się krzyk, przykre słowa – zaraz przychodzą wyrzuty sumienia. Bo przecież mamom takie rzeczy nie powinny się zdarzać.

Droga Mamo sprawdź, czy przypadkiem nie jesteś właśnie taką, która chce za bardzo. Taką, która chce się wpasować w lukrowane wyobrażenie. Taką, która już nie wyrabia, ponieważ nie da się już udawać, że lukrowana słodkość jest możliwa i prawdziwa. Być może jesteś Mamą, która chciałaby kochać, ale też żyć? Autentycznie, po swojemu i bardziej na luzie?

Małgosia Żółtaszek

************************************************************************

Ze swojej strony proponuję:

Rodzicielstwo lekkości – Autorski Program Mocy dla Mam – START 01.02.2021 (grupa max. 10-cio osobowa), 24 godziny warsztatów on-line, 8 godzin dedykowanych live’ów, dwie indywidualne sesje terapeutyczne)

https://pozytywnerelacje.com/rodzicielstwo-lekkosci-autorski-prog.ram-mocy-dla-mam/

Indywidualną terapię IFS:

https://pozytywnerelacje.com/terapia-ifs/

Warsztaty NVC:

https://pozytywnerelacje.com/warsztaty-nvc/

Zapisz się na newsletter

Zajrzyj też na:

Więcej

wsparcie-dla-mam

Jesień w Pozytywnych Relacjach

Dziś będzie o tym, do czego Was zapraszam w październiku, listopadzie i kawałku grudnia:) Wczoraj był pierwszy dzień astronomicznej jesieni. Nic nie poradzimy. Lato za nami. Oczywiście przed nami też. I to jest najpiękniejsze. Coś odchodzi i coś się pojawia. Nieustanne zmiany. Niektóre w cyklach, do których się przyzwyczajamy, inne niespodziewane i zaskakujące. Lubię zmiany

Relacja rodzinna: rodzic - dziecko, Relacja zawodowa: pracownik - przełożony, Czy potrafisz zlokalizować te uczucia w ciele, Stres w pracy, Stres w domu, Relacje z rodzicami, Wypalenie zawodowe

Świadomość uczuć. Po co mi to?

Bycie „uczuciowym” kojarzy się wielu osobom ze słabością. Skupianie się na uczuciach – ze stratą czasu. Czy tak jest naprawdę? Co czuję? Czy zadajesz sobie to pytanie? Czy jesteś świadoma / świadomy swoich uczuć? Ile uczuć potrafisz wymienić? Co czułaś / czułeś wczoraj wieczorem, a co dzisiejszego poranka? Czy potrafisz zlokalizować te uczucia w ciele?

Jak odzyskać moc, jak zacząć działać mimo braku wsparcia, co zrobić jeśli w koło słyszę negatywne komentarze, Nie daję rady, Potrzebuję pomocy

Syndrom „niedasia” i odzyskiwanie mocy.

Co to jest „niedaś”? To bezwzględny osłabiacz naszej wewnętrznej mocy. „Skrzydłapodcinacz”. „Energiopochłaniacz”. Potężny wróg sprawczości i wpływu. Czy znacie sytuacje, w których zewsząd słychać „Nic się nie da zrobić”, „To się nie uda”, „Nie mam na to wpływu”, „W Polsce to…”, „Ludzie to…”, a wszystko wokół w narracji, że my sami, jak te owce między wilkami.

parentyfikacja, zamiana ról, dorosłe dzieci, opieka nad rodzicem, emocjonalna zależność, nie mam siły, syndrom Kopciuszka, narcyzm, gaslightening.

Ucho od śledzia

Przyjrzyj się książkom Twojego dzieciństwa, a być może z czymś się spotkasz… Gdy byłam dzieckiem i nastolatką bardzo dużo czytałam. Czytelnicza przyjemność została ze mną do dziś. Chcąc oderwać się w czasie wakacji od książek związanych z pracą, postanowiłam zagłębić się w to, co pochłaniałam mając naście lat. I tak trafiłam na audiobooki Hanny Ożogowskiej. Książki