Kąpiel pełna pomysłów

Autor: @pozytywnerelacje |

Pewnej niedzieli, po śniadaniu dopijałam z namaszczeniem kawę i czytałam gazetę. Rozkoszowałam się faktem, że w domu jest cicho, że dzieci nie wchodzą sobie w drogę, a nawet próbują się razem bawić. Chciałam, aby ten błogostan trwał jak najdłużej. Niestety,…

zanim na dobre wczytałam się w felieton usłyszałam płacz, krzyk i nawoływania „Mamo, bo on…”, „Mama…”. Pomimo mojego dalece rozwiniętego instynktu macierzyńskiego pierwszą myślą było „Zaraz zwariuję. Nie wytrzymam nerwowo.” W tym momencie zmęczenie i psychiczne wyczerpanie uzbroiło mnie w pancerz gruboskórności i postanowiłam, mimo wszystko, nadal czytać gazetę.

Krzykom jednak nie było końca, konflikt między dziećmi narastał, więc cedząc przez zęby, żeby nie wybuchnąć poprosiłam męża o interwencję, a sama poszłam do łazienki i odkręciłam wodę, aby zagłuszyć wszelkie domowe odgłosy.

To wszystko było takie trudne. Nieprzespane noce, praca, dzieci, wiecznie nieogarnięta sterta prasowania. Tyle chciałam zrobić, a tak mało mi się udawało. Na dodatek miałam wyrzuty sumienia, że coraz częściej puszczają mi nerwy i krzyczę, wymyślam jakieś bezsensowne kary. – Ale jeśli dzieci mnie nie słuchają, cały czas się kłócą, to co mam robić? – próbowałam sama się usprawiedliwiać. – Tyle, że to na dłuższą metę nie działa – musiałam przyznać.

Woda nieekologicznie się wylewała, a ja gorączkowo myślałam, że przecież musi być jakiś sposób, żeby się z dziećmi dogadać, żeby one dogadały się ze sobą. I nagle mnie oświeciło, że przecież w felietonie było coś o poradnikach dla rodziców. Wyleciałam więc z łazienki, wpadłam do pokoju, zabrałam gazetę i wróciwszy w moje miejsce odosobnienia oddałam się gorączkowemu czytaniu.

Dowiedziałam się, że jest pewien przepis: garść empatii, szczypta okrągłych sformułowań oraz spora dawka koncentracji na uczuciach, pozytywach i osiągnięciach okraszana systematycznie dużą porcją docenienia. Eureka! – wykrzyknęłam. Komunikacja pozytywna to moje wybawienie – pomyślałam.

Pozornie wszystko wygląda prosto. Można się dużo uśmiechać, cieszyć się z ich sukcesów, starać się je zrozumieć. Są jednak przecież dni, kiedy ani nasze dzieci, ani my nie jesteśmy w nastroju ugodowym. Załatwienie najmniejszej sprawy jest problemem. Większość naszych próśb jest przez maluchy ignorowana lub negowana. W nas narasta złość i frustracja i już trudno nam się uśmiechać, trudno koncentrować się na tym, co dobre w naszych dzieciach i nie zwracać uwagi na to, co się nie udaje.

Dlatego w komunikacji pozytywnej jest mowa o „szczypcie okrągłych sformułowań”. Są jak przyprawa w jedzeniu, która może całkowicie zmienić smak, zapach i jakość potrawy. Te zdania mogą wydawać nam się teoretyczne i nienaturalne. Warto jednak nauczyć się tego nowego języka rozmowy z maluchami, ponieważ życie staje się wtedy prostsze. A oto trzy przykłady:

Przykład 1
Gdy jedno dziecko uderzy drugie, darujemy sobie tyradę wobec winowajcy, a jedynie skupiamy się na poszkodowanym, przytulamy go i mówimy tak, aby winowajca słyszał: „Na pewno bardzo cię boli i jest ci przykro. Nikt nie lubi być bity”. Dzięki takiej reakcji nie tworzymy zależności „źle się zachowuję, więc dorośli zwracają na mnie uwagę”. Uczymy dzieci definiowania uczuć i uznajemy prawo do ich własnych odczuć.

Przykład 2
Kiedy nasze dziecko nie reaguje na prośby: „Bardzo nie lubię być ignorowana. Czuję, że moja złość rośnie jak balon i zaraz pęknę”. W ten sposób przekazujemy informację z perspektywy naszych uczuć i unikamy obrażania dziecka („Znowu mnie nie słuchasz. Oszaleję przez ciebie”). Jest to bezpieczny sposób na zmniejszenie naszego gniewu.

Przykład 3
Gdy wybór stroju do przedszkola nastręcza problemów: „Wolisz założyć spodnie granatowe czy czerwone?” Dając dziecku ograniczony wybór dajemy mu poczucie, że respektujemy jego zdanie a jednocześnie unikamy przejścia dyskusji na absurdalny tor (np. założenia w zimie letniej sukienki).

Początkowo stosowanie komunikacji pozytywnej wymaga od nas wysiłku. Musimy przestawić nasz sposób myślenia. Pomaga w tym empatia, postawienie się w skórze i w stanie emocjonalnym dziecka. Co chcielibyśmy usłyszeć na jego miejscu? Ważne jest również uznanie, że nasze dziecko jest pełnowymiarowym człowiekiem. Ma dokładnie takie samo prawo do szacunku i taką samą godność jak my. Tak jak i my ma prawo do sprzeciwu oraz własnego zdania. Nasze dzieci nie muszą być idealne, tak jak i my nie musimy być idealnymi ludźmi i rodzicami.

Ten sposób rozmawiania z dziećmi nie tylko pomoże nam załatwić bieżące problemy, ale zaprocentuje w przyszłości. Nasze dzieci nauczą się definiowania swych uczuć i potrzeb, będą miały wysokie poczucie własnej wartości i godności, ponieważ my damy im do zrozumienia, że traktujemy je poważnie. Będą też potrafiły spokojnie stawiać granice innym, ponieważ tego nauczą się od nas. A czy nie tego tak naprawdę chcemy dla naszych pociech?…

Odłożyłam gazetę i wyłączyłam wodę. Z pokoju nadal dobiegały głośne krzyki. Uzbrojona w nową wiedzę postanowiłam działać. Podeszłam do dzieci i powiedziałam: „Widzę, że oboje chcecie bawić się misiem. Jestem przekonana, że znajdziecie sposób, aby bawić się bez krzyku i szarpaniny. Pójdę teraz do pokoju. Kiedy wrócę powiecie mi, co wymyśliliście”. Dzieci spojrzały na mnie zdziwione i… zaczęły ustalać, kto będzie pierwszy bawił się pluszakiem. Nie krzyczały. Nie biły się, zaczęły negocjować, a ja poczułam, że moje słowa i nowe podejście do maluchów mają wielką moc.

Tekst ukazał się na portalu dzielnicarodzica.pl20

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o