Czułość nie jest słabością. Jest odwagą bycia po swojej stronie.

Kiedy w gabinecie widzę kogoś po raz pierwszy, przyglądam się pierwszym gestom, słowom i zachowaniom. Czy Osoba ma chęć napić się wody lub herbaty. Czy spieszy ze ściąganiem butów, bo tak lubi, czy bardziej z chęci zaopiekowania gabinetowej podłogi. Wreszcie, czy wygodnie rozsiada się w fotelu, czy raczej siedzi skulona. Naturalnie nakładam na to stres pierwszej sesji i niepewność jak będzie ona wyglądała oraz kim tak naprawdę jestem ja. Czy będę oceniająca, czy serdeczna, czy będzie bezpiecznie, czy nasze spotkania będą do czegoś prowadzić i czy od razu musimy dotknąć czegoś naprawdę trudnego.

Patrząc na tę Osobę w pierwszej kolejności widzę kogoś, kto się odważył stanąć za sobą. Pomimo niepewności czego może się spodziewać. Pomimo częstej świadomości, że nie spotykamy się, by rozmawiać o ostatnio obejrzanym filmie (choć bywa, że jest dobrym metaforycznym wstępem), ale by zaopiekować to, co boli. Trzeba odwagi, by nie odwracać od tego oczu.

To punkt wyjścia. Uznanie siebie w swoim trudzie. To mogą być niewygodne emocje, jak lęk, niepokój, okazywana agresją złość wobec siebie lub innych. Poczucie winy lub wstyd. To mogą być powiązane z tymi emocjami przekonania:

  • „Jestem beznadziejna”
  • „Nie mogę odpuścić, bo wszystko się rozsypie”
  • „Tylko leniwi odpoczywają”
  • „I tak mi się nie uda. Nie ma sensu się starać”
  • „Muszę być najlepsza / najlepszy, żeby zasłużyć na akceptację”

To nie są wspierające myśli, które dodają skrzydeł. To nie przekonania mówiące:

  • „Mam swoją wartość”
  • „Mam moc, by ogarnąć swoje życie”
  • „Kiedy pracuję to pracuję, a gdy odpoczywam to odpoczywam.”
  • „Mogę to osiągnąć, jeśli tylko zechcę”
  • „Lubię być najlepsza / najlepszy, bo wiem, że mogę”

W przekonaniach są słowa, a słowa wypływają z doświadczenia. Bardzo często są w tych słowach te zasłyszane od rodziców, nauczycieli, dorosłych, którzy otaczali nas w dziecięcym świecie. 

Często są to też słowa, które sami sobie wpoiliśmy, by jak najlepiej dopasować się do rzeczywistości. Jeśli biegliśmy do rodzica z rysunkiem z nadzieją na otrzymanie uwagi, ale jej nie otrzymywaliśmy, mogło się w nas zrodzić przekonanie, że cokolwiek zrobimy i tak nie będzie to miało większego znaczenia. I tak samo, gdy nasze starania spotykały się z zainteresowaniem i ciekawością, mogliśmy zacząć mówić do siebie głosem dopingującym i pełnym entuzjazmu.

Do gabinetu przychodzą Osoby z różnymi doświadczeniami, wewnętrznymi słowami i przeżywanymi emocjami. Są i te ciepłe i te zimne. Jasne i ciemne. Radosne, optymistyczne i pozbawione wiary w siebie, a do tego krytyczne i oceniające. Tym ciepłym kibicujemy i wzmacniamy je. Stanowią bowiem piękny punkt odniesienia, co jest pożądanym kierunkiem. 

Ostatecznie efektem ma być poprawa jakości życia, lepsze samopoczucie i przekonanie, że cokolwiek się dzieje, jest mi dobrze lub mimo wszystko dobrze. 

Do tego przekonanie o mocy sprawczej i umiejętność klepania i głaskania się po ramieniu.

By jednak mogło się to wydarzyć utulenia potrzebuje to, co zimne i ciemne. Potrzebna jest tu odwaga, ale też czułość i łagodność wobec siebie. Bardzo łatwo bowiem wpaść w narrację obwiniającą: „To wszystko moja wina”.

I choć i tak bywa, że wiązka naszych decyzji doprowadza nas do określonego miejsca w życiu, to jednak po drodze wydarzają się dwie historie. Ta świadoma i ta nieświadoma.

Świadomie zastanawiam się, czy to co chcę powiedzieć w gronie kolegów i koleżanek w pracy, jest na pewno właściwe i na temat. Nieświadomie podejmuję tę decyzję z poziomu moich szkolnych doświadczeń, gdy nauczyciel wraz z klasą wyśmiał moją wypowiedź, która wydawała mi się mądra.

Świadomie mówię, że chciałabym, by moje dziecko potrafiło mówić „nie”. Nieświadomie nie chcę się zbliżać do mojego lęku, gdy grono koleżanek namówiło mnie na działania, za które spotkała mnie kara.

Świadomie unikam rozmowy z osobą, która mnie ocenia. Nieświadomie chcę utulić tęsknotę za tym, by ktoś powiedział, że jestem wystarczająca / -y.

Te dwie historie wydarzają się jednocześnie, ale na co dzień widzimy wyłącznie jedną – świadomą.

W gabinecie nie szukamy winnych. Szukamy odpowiedzialnych. Odkrywamy to, co pod spodem i często zbliżamy się do momentów opatrzonych karteczką: „Nie ruszaj, grozi zalaniem trudnymi emocjami”.

Robimy to jednak bardzo powoli, wpuszczając czułość dla ochronnych mechanizmów. Jesteśmy gośćmi, którzy pytają: „Czy można tam wejść, zobaczyć, przyjrzeć się?” Bez przemocy, bez deptania butami tego, co kruche i tkliwe.

Gdy jednak Osoba ma doświadczenie, by nie brać pod uwagę tego co czuje, jak się ma jej ciało, by posłusznie wykonywać polecenia, może się zdarzyć, że będzie próbowała przekraczać siebie. Odczuje lęk, ale go zbagatelizuje. Poczuje pulsowanie w skroniach, ale uzna, że to nieważne. Pojawi się u niej „klucha” w gardle, ale Osoba zrobi wszystko, by ją przegonić. To zawsze moment, by powiedzieć: „Powoli, weźmy wszystko pod uwagę”. „Klucha”, lęk, pulsowanie są informacją. Szkoda byłoby ją przeoczyć.

Osoby, które doświadczyły wielu przekroczeń reagują niekiedy alergicznie na słowa: „powoli”, „zaopiekujmy” i „czułość”. To normalne, ponieważ to co miękkie może wydawać się zagrażające. Wpuszczenie czułości wobec siebie może kojarzyć się z opuszczaniem gardy, a przecież ta miała nas chronić. I znów wydarza się tu świadoma i nieświadoma historia. Świadoma jest w tu i teraz, w którym często nic strasznego się nie dzieje. Jednak nieświadoma historia rządzi się swoimi prawami. „Trzeba być twardym, a nie miętkim”, „bądź czujny”, „uważaj co robisz”, „licho nie śpi”, „nie będę się nad sobą roztkliwiać”.

Czułość wobec siebie nie jest roztkliwianiem się. To bycie ze sobą w relacji. To pochylenie się nad tym kim jestem. Co mnie uskrzydla, a co dołuje. Co mnie wspiera, a co przytłacza.

Czułość nie jest słabością. Jest odwagą, byś stać za sobą bez względu na wszystko.

Nie odwracać się od siebie plecami. Widzieć siebie i akceptować.

Czułość nie grozi tym, że osiądziesz na laurach, zatrzymasz się w miejscu i przestaniesz się rozwijać. Pomoże ci jedynie w tym, by robić to we właściwym dla ciebie tempie.

Czułość nie zrobi z ciebie życiowego nieudacznika. Pomoże ci jedynie być w kontakcie ze sobą i dbać o to, byś mógł iść po swoje cele, plany, marzenia bez uciekania od samego / samej siebie.

Czułość jest mocą. Czułość jest bliskością. Czułość zbliży Cię do siebie, ale też do drugiego człowieka. Można mieć czuła relację ze sobą w kontakcie, w świadomości i iść za tym, co Twoje z odwagą i niezłomnością.

Zaproś czułość do swojego domu, by było Ci ciepło, a nie zimno. Gdy jest ciepło nie tracisz energii na ogrzewanie się, a przeznaczasz ją na to, co zbliża cię do Twoich osobistych gwiazd.

Ściskam Cię z czułością:)

Małgosia

0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów

Zapisz się na newsletter

Zajrzyj też na:

Więcej

Ty i słońce w Tobie

Uwielbiam metaforę słońca. Słońce to ciepło, które może nas otulić, rozlać się po całym naszym ciele i wypełnić sobą wychłodzone trudnymi doświadczeniami i emocjami zakamarki

Dzieci to ludzie.

❤ Dziś napiszę o tym, co już od dłuższego czasu bardzo mnie porusza, ale w czasie wakacji, podsycane różnymi kampaniami marketingowymi, porusza mnie jeszcze bardziej.

Lęk przed bliskością.

❤ Czy znasz to uczucie bycia z kimś, a jednocześnie przeświadczenia, że jesteś sama / sam? Poczucia, że pomiędzy Tobą, a drugą osobą jest niewidzialna

Współczułość

❤– Wszystko, tylko nie współczucie – słyszę czasem w czasie sesji terapeutycznych.– Nie chcę litości, “ojojczania” i mówienia, że jestem biedny.– Nie jestem ofiarą. Przecież